środa, 23 stycznia 2013

Rozdział 18: 'Harry, przecież ja do cholery nic nie zrobiłam!'


-Sophie, jest sprawa. Musisz mi pomóc. -znów przerwał mi naukę Niall i wparował do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Spojrzałam na niego pytająco, ale widząc jego zagubioną minę, zamknęłam książkę i skupiłam się na tym, co chce mi powiedzieć. 
-Mów, przecież cię nie zjem. -zaśmiałam się lekko. 
-Chodzi o Lilly... -zaczął niepewnie. 
-Tak, domyślam się. Coś nie tak? 
-No właśnie nie i o to chodzi. Wszystko jest dobrze, ale... ale w tym tkwi problem. Ona uważa mnie za przyjaciela, a nie chcę tego popsuć. -spuścił głowę. 
-Niall nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz. -pogłaskałam go po ramieniu. 
-Pogadasz z nią? -przeniósł wzrok na mnie. 
-Niall... 
-Wiem, że sam powinienem to załatwić, ale boję się no. 
-Niall przepraszam, ale nie załatwię tego za ciebie. Mogę ewentualnie powiedzieć ci, co może pomóc. -poruszyłam brwiami ciepło się uśmiechając. 
-Pomóc? 
-Tak. Lilly lubi czerwone róże, facetów w czarnych marynarkach i jeśli pierwsza randka to klasyczna kolacja przy winie i świecach. 
-Mam ją zaprosić na kolację? -pokiwałam twierdząco głową -I co potem? 
-Jak to co? Pogadacie, pośmiejecie się, wypijecie trochę wina i bliżej się poznacie. Jeśli zbyt szybko nie będzie znudzona i nie wyjdzie z lokalu, możesz być pewien, że umówi się na następną randkę. 
-Serio? -w jego oczach pojawiły się iskierki. 
-Serio Niall. -zaśmiałam się pod nosem. 
-Matko Święta, dziękuję! -wydarł się i zaczął mnie całować. W sumie to nie miałabym nic przeciwko jeśli w formie podziękowania dałby mi buziaka w policzek, ale co do ust, to za dużo. 
-Niall! -krzyknęłam.
-Przepraszam. -powiedział pospiesznie, schodząc z łóżka -Jeszcze raz dzięki. -zmieszał się, wychodząc z pokoju. 
-Harry, wszystko w porządku? -zapytałam, widząc, że wchodzi do pokoju poddenerwowany. 
-Może zapytaj Nialla. Dobrze całuje? 
-Harry to nie tak. -westchnęłam głośno. 
-Jasne przecież wszystko nie tak. Czy wszyscy do jasnej cholery muszą mnie ranić?! -zaczął krzyczeć -Miałaś być inna! 
-Miałam? -uniosłam brwi -Czyli już nie jestem? -Harry nie odpowiedział nic, tylko lekko pokręcił głową. Na tyle lekko, żebym widziała, że to był przeczący gest. 
-Wyjdź. -powiedział to tak cicho, jak jeszcze nigdy nic. 
-Słucham? -zapytałam zdziwiona. 
-Sophie nie mam zamiaru z tobą rozmawiać. 
-Harry przecież do cholery nic nie zrobiłam! -wydarłam się. 
-Jasne, tylko całowałaś się z moim najlepszym przyjacielem! Może zejdź mi z oczu zanim wyrządzisz jeszcze więcej szkód. -w tym momencie moje serce rozpadło się na milion kawałków. Po moim policzku spłynęła łza, po czym wyszłam z pokoju, trzaskając drzwiami i szybko zbiegłam na dół. Bez zbędnych słów wyciągnęłam klucze z szafki przy drzwiach wyjściowych i wkładając na siebie płaszcz, wyszłam z domu. Szłam londyńskimi ulicami, czując łzy, zamarzające na moich policzkach. Przecież nie zrobiłam nic złego, to Niall mnie pocałował, a Harry nawet nie pozwolił mi się wytłumaczyć. Jasna cholera, wszystko zaczyna się układać to prędzej czy później coś musi się spieprzyć. Nie mam jednak zamiaru wracać i przepraszać Harrego. To, co się stało nie jest moją winą. 
Wsadziłam klucz do zamka i po jego przekręceniu weszłam do środka. Pusto jak nigdy, z resztą nie ma się czemu dziwić. Stoją tam tylko gołe meble, bo przecież zabrałyśmy resztę rzeczy. Nawet ten dom, z którym wiąże się tyle wspomnień, stracił swoją duszę. 

-Wróć do domu. -usłyszałam, kiedy odebrałam telefon. 
-Nie Lilly. Harry dał mi do zrozumienia, że nie mam tam już czego szukać. Będziesz tak dobra i przyniesiesz mi chociaż część rzeczy? 
-Sophie... 
-Lilly nie próbuj nawet. Zostań z chłopcami, bo jeden z nich szczególnie tego chce. 
-Sophie na pewno? 
-Tak. Spakuj mi kilka rzeczy i podrzuć, dobrze? 
-Jasne, niedługo przyjdę. 
-Dzięki. -odpowiedziałam obojętnie, rozłączając się. 

Lilly przyszła już po niecałej godzinie, dając mi rzeczy i laptopa. Nie chciałam jej zatrzymywać, sama też powiedziała, że Niall zabiera ją na kolację. Widać ani on, ani Harry nie powiedzieli nikomu o zajściu, bo w innym razie Lilly nie chciałaby ze mną nawet gadać. 
Rozsiadłam się na kanapie, przykrywając kocem. Myślałam, po prostu myślałam. Jedna chwila może zburzyć wszystko, co było tak starannie budowane. To nierealne. 
Odpaliłam laptopa, którego zostawiła Lilly i weszłam na twittera. Dodałam wpis:
'If you love someone, let them go. If they are meant for you, they will come back to you.'*
Potem zaczęłam przeglądać timeline, na której widziałam wpisy tylko i wyłącznie ludzi, których znam. Zaraz po moim tweecie widziałam jeden od Harrego. Dokładnie taki sam jak mój. Dobra... to było co najmniej dziwne, zważywszy na to, że nie byliśmy wcześniej w stanie widzieć swoich wzajemnych wpisów... Jak to mówią po angielsku: awkward.**
Wyłączyłam więc portal, nie chcąc się dłużej nad tym zastanawiać. Wiedziałam, że w lodówce jest pusto, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Nie miałam ochoty na nic, na jedzenie tym bardziej. Położyłam się do łóżka, czekając tylko na koniec tego dnia. Mimo tego wiedziałam, że ani jutro, ani pojutrze, nawet za tydzień czy miesiąc, nie będzie łatwiej. Ba, może być nawet trudniej. Jeśli już mam to wszystko kończyć, to lepiej zrobić to od razu. Postanowiłam, że jutro pójdę do domu chłopców i Lilly i zabiorę resztę swoich rzeczy. Harry nie chce mnie widzieć, więc lepiej załatwić tę sprawę jak najszybciej. 

*
-Gdzieś ty była? -usłyszałam Liama na wejściu. 
-Nawet nie powiedziałaś, gdzie idziesz. -znalazł się też Louis -Mogłaś się chociaż pożegnać, z tego domu nie wychodzi się bez 'pa'. 
-Masz rację, następnym razem to zrobię. -niepewnie się uśmiechnęłam, spoglądając na resztę siedzącą w salonie. Nie było z nimi tylko Harrego, co mogło oznaczać tylko jedno - siedzi w naszym... właściwie już jego pokoju. Zdeterminowana weszłam po schodach, stukając w drzwi. 
-Kimkolwiek jesteś, nie chcę cię widzieć! -miałam rację, był tam. Mimo tego, nie posłuchałam go. Za to bez słowa weszłam do środka -Mówiłem, że... -zaczął, ale widząc mnie, skończył. 
-Nie przeszkadzaj sobie, przyszłam spakować swoje rzeczy. -odpowiedziałam obojętnie, podchodząc do szafy. Chwilę później wyciągnęłam z niej walizkę i zaczęłam wrzucać wszystkie swoje rzeczy. Po piętnastu minutach wszystko było już spakowane, poza jedną rzeczą; ramka leżąca na stoliku nocnym po mojej stronie, a w środku zdjęcie: moje i Harrego. W jeden dzień zakochani rzucamy się śnieżkami w parku, a w drugi przychodzę pakować swoje rzeczy. Przez chwilę zastanawiałam się, co z nią zrobić, ale jednak nie podeszłam, by ją zabrać. 
-A z tym -wskazałam na ramkę -zrób już, co uważasz za stosowne. -Harry wciąż leżał bez ruchu na łóżku, bezcelowo gapiąc się w sufit. Nie odpowiedział nic, dlatego postanowiłam się oddalić. 
-Co ty robisz? -zapytał Louis, widząc mnie, staczającą wielką walizkę ze schodów. 
-Sophie? -Zayn posłał mi pytające spojrzenie. 
-Tak będzie lepiej. -smutno się uśmiechnęłam, wkładając na siebie płaszcz. 
-Dla kogo? -znów usłyszałam Louisa. 
-Harry pewnie niedługo wyjaśni ci wszystko ze swojej perspektywy. -przeniosłam wzrok na podłogę -Chodź tu, bo nie wychodzimy z tego domu bez 'pa'. -smutno się uśmiechnęłam, mocno go ściskając. 
Po chwili podeszła też reszta. Przytulili mnie wszyscy, został tylko Niall. 
-Przepraszam, wiem, że to moja wina. Chciałem z nim pogadać, ale... 
-Niall skończ. Nie obwiniaj się. Harry nie dorósł do poważnych rozmów, coś o tym wiem. -poklepałam go po ramieniu, po czym lekko przytuliłam. 
-Daj tą walizkę, odwiozę cię. -zaczął Boo, zakładając szalik. 
-Nie, nie musisz. 
-Daj spokój. -machnął ręką -Poczekaj, jeszcze tylko płaszcz, gdzie on jest? -zaczął się rozglądać. W między czasie Harry zdążył pojawić się na schodach, pewnie myśląc, że już mnie nie ma. Szybko spuściłam wzrok, zaciskając powieki. Nie chciałam, żeby ktokolwiek z nich widział jak płaczę, w szczególności Harry. Lilly wyczuła zakłopotanie i zaczęła głaskać mnie po plecach. 
-Możemy już iść? -zapytał Louis, zabierając moją walizkę. Niepewnie podniosłam wzrok i spojrzałam na Harrego, który cały czas stał na schodach. Nasze oczy się spotkały, ale nie mogłam z tego nic wyczytać. W cudownych zielonych tęczówkach, które miały być moje do końca świata, nie było nic. Kompletnie nic. Żadnych uczuć, nawet smutku. Były zimne, choć nadal głębokie jak niejeden ocean. Mimo tego dość szybko się opamiętałam, wracając wzrokiem do Louisa. 
-Tak, chodźmy już. Trzymajcie się. -lekko uniosłam kąciki ust, spoglądając na każdego. Na każdego, tylko nie na niego. 
-Powiesz mi, co się stało? -zapytał, po zajęciu swojego miejsca. 
-Harry pewnie ci powie, jak go poprosisz. 
-Daj spokój, Styles wszystko wyolbrzymi. Co się stało? 
-Louis... 
-Sophie. -powiedział stanowczym tonem. 
-Po prostu, Harry zobaczył, jak całuję się z Niallem i nawet nie dał mi dojść do słowa. 
-Jak to z Niallem, przecież on buja się w Lilly. 
-No i właśnie o to chodzi. Pomogłam mu z Lilly i chciał mi podziękować. Trochę go poniosło i nie trafił w policzek. Harry oczywiście musiał się tam znaleźć i to wszystko zobaczyć. 
-I tak po prostu odpuszczasz? -uniósł brwi, spoglądając na mnie od boku. 
-Co mam zrobić? -rozłożyłam ręce -Harry wyraźnie dał mi do zrozumienia, że jestem jedną z osób, które go ranią, a właściwie byłam, dlatego nie będę zmuszać go do mojego widoku. 
-Człowieku, przecież ty go kochasz. 
-Nawet nie wiesz, jak bardzo. -spuściłam głowę, pozwalając łzie spłynąć po moim policzku. 
-Chcesz wrócić? Pogadaj z nim. 
-Nie Louis. Nie będę z nim rozmawiać. Powinien chociaż mnie wysłuchać. Jeśli tak miałby wyglądać nasz związek, to od razu się wypisuję. 
-Jesteś pewna, że nie mam zawrócić? 
-Zawieź mnie prosto do domu. -odpowiedziałam zdecydowanie. 
-Twoja decyzja. -skwitował na końcu, po czym siedział cicho, z resztą tak, jak ja, dopóki nie zaparkował przed moim domem -Wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć, jakby co dzwoń. -wyciągnął walizkę, po czym jeszcze raz mnie przytulił. 
-Dzięki. -niepewnie się uśmiechnęłam. 
-Będę już leciał. Zadzwoń, jakbyś czegoś potrzebowała. Albo nie, zadzwoń nawet jeśli nie będziesz nic potrzebowała. -uśmiechnął się, wracając do samochodu. Pomachałam mu, po czym weszłam do środka. 
Nie było kompletnie nic, czym mogłabym się zająć, dlatego udałam się na górę, rozpakować swoje rzeczy. Kiedy w końcu moja szafa z powrotem się wypełniła, rzuciłam się na łóżko, gapiąc w sufit. Dokładnie tak samo bezcelowo, jak Harry. Nie zauważyłam nawet, kiedy z moich oczu zaczęły lać się łzy. Tak, jak wtedy w nocy, kiedy powiedział mi, że ma raka. Na szczęście w tamtym przypadku nie okazało się to prawdą. W tym taki cud pewnie się nie stanie. Ale jeśli tak miało być, to co ja na to poradzę? Los od początku planuje całe nasze życie. Szkoda tylko, że mojego nie spędzę u boku Harrego. Może to dziwne, ale czasem myślałam, jak będzie wyglądał nasz ślub, gdzie pojedziemy w podróż poślubną, czy jakie imiona wybierzemy dla dzieci. Wiem, że to chore, ale byłam tak szczęśliwa, że wtedy o tym nie myślałam. Żyłam chwilą, bo tak należało zrobić. Wierzyłam tylko w to, że pobędę z Harrym dłużej. Tym czasem rok jeszcze się nie skończył, a my już jesteśmy osobno. 

___________________________
*'Jeśli kogoś kochasz, pozwól mu odejść. Jeśli jest tobie przeznaczony to do ciebie wróci'
**niezręczne 

Było 15 komentarzy, więc dodaję nieco wcześniej. Niżej znajdziecie notkę dotyczącą właśnie komentowania. Nie będę do tego wracać, bo to nie ma sensu. Tak więc jeśli chcecie, aby rozdział dziewiętnasty pojawił się szybciej, tym razem także czekam na piętnastkę :) 
Do później! :) x 

EDIT: Zapomniałam o najważniejszym! WCZORAJ PRZEBILIŚCIE 10 TYSIĘCY WYŚWIETLEŃ! 
Jesteście serio niesamowici. Nie myślałam, że to opowiadanie odniesie większy sukces od poprzednich, a tu proszę. Jeszcze raz dzięki! :) xx 

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Komentarze

Kochani, właśnie sprawdziłam komentarze pod siedemnastym rozdziałem. Nie dodam nowego, bo anonim skomentował to bodajże 6 razy. Od dzisiaj zostaną też zablokowane komentarze od niezalogowanych użytkowników, ponieważ to nie jest dla mnie w żadnym stopniu motywacja. Proszę osobę, która w ten sposób 'wyraża' swoją opinię o zalogowanie się do bloggera. Wam zależy na nowych rozdziałach, a mi na opinii - proste. Jeśli chcecie, żebym szybciej dodawała rozdziały, róbcie to na przykład poprzez polecenie bloga znajomym. Nie chcę, żebyście teraz pomyśleli, że jestem zła, czy coś. To już druga taka sytuacja, dlatego od dziś blokuję komentarze.
Tyle ode mnie. Zapraszam na nowy rozdział koło czwartku :)

niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 17: 'Louis zabrał koc, którym byłaś przykryta.'


Czas pożegnać się ze starym domem i zacząć nowy rozdział w nowym. Chyba obie z Lilly będziemy tęsknić za tym miejscem, bo to tutaj tak naprawdę kwitnęła nasza przyjaźń. W razie czego jednak, nie sprzedajemy niczego, co znajduje się w środku, ani nie wynajmujemy domu. Postanowiłyśmy, że będzie tam na razie stał, potem się zobaczy. Chłopcy już przenieśli swoje rzeczy do nowej posiadłości, a my nawet nie wiemy, gdzie to jest. Tak więc Harry z Louisem i Niallem przed chwilą po nas przyjechali i pomogli nam z walizkami. 

Wielka brama, oddzielająca szare ulice Londynu od pięknych choinek przysypanych białym puchem na terenie jednego z domów. Zaczyna się nieźle. W prawdzie jest zima, ale ogród rozpracujemy, jak zrobi się cieplej. Harry zaparkował samochód na jednym z miejsc parkingowych, znajdujących się przed domem. Następnie chłopcy wzięli to, co znajdowało się w bagażniku i pozwolili oficjalnie przekroczyć nam próg naszego nowego, wspólnego mieszkanka. Pierwsza reakcja, jaką zauważyłam u Lilly to 'wow', u mnie w sumie było podobnie. Cudowna atmosfera, jasne ściany i meble, salon połączony z kuchnią, szerokie schody, prowadzące na pierwsze piętro i wielkie okna, przez które cały dom stawał się jeszcze przytulniejszy. Ktoś może powiedzieć, że nowocześnie urządzone mieszkanie ani trochę nie jest przyjemne. Dla mnie jednak nie liczy się to, jak dom wygląda, ale jaka panuje w nim atmosfera. W naszym przypadku chyba nie będzie dnia, kiedy ktoś nie będzie się tu śmiał. Sami przyznajcie, czy z tymi chłopakami da się wytrzymać chociaż minutę bez uśmiechu na twarzy? No właśnie. 
-Jak się podoba? -poczułam ręce Harrego na mojej talii, po czym usłyszałam jego szept w uchu. 
-Jest cudownie. -odwróciłam się i mocno go ścisnęłam. 
-Okej, w takim razie widzę, że wam się podoba. Harry idź pokazać Sophie wasz pokój. Lilly idziesz ze mną. -Niall chwycił ją za rękę, po czym się zarumieniła. To było takie słodkie. Razem udali się na górę. 
-Nasz pokój? -uniosłam brwi. 
-Nasz pokój. -szeroko się uśmiechnął, muskając moje usta -Chodź. -chwycił mnie za rękę i ruszyliśmy w ślady Lil i Nialla. 
Mnóstwo miejsca, jasnobeżowe ściany, wielkie brązowe łóżko z jasną pościelą i duże okno, służące jednocześnie jako wyjście na balkon.
-Ty na serio jesteś idealny. 
-Nie jestem, mówiłem już. -uśmiechnął się, dzięki czemu mogłam zobaczyć dwa cudowne dołeczki w jego policzkach. 
*
Razem z Lilly zrobiłyśmy sobie także małą wycieczkę po reszcie domu. Oczywiście ona pokazała mi swój pokój, który wyglądał cuuuudownie. Ciemne panele na podłodze, miętowe ściany i białe meble. Jestem ciekawa, kto to wszystko urządził, bo nie uwierzę, że chłopcy. Nie, że w nich wątpię, czy coś, ale spójrzmy prawdzie w oczy... 
Wracając do domu, w pokojach reszty chłopców już zdążył zapanować bałagan. Tylko u Liama można było zauważyć chociaż skrawek podłogi. U Nialla, którego pokój swoją drogą jest zaraz koło pokoju Lilly... mniejsza, u Nialla w łóżku przygotowane zapasy jak na rok, u Louisa wszędzie koszyki z marchewkami, a u Zayna wszystko, co tylko da się wetrzeć, wpryskać, czy wmasować we włosy. Przecież nawet Lilly i ja razem wzięte tyle tego nie mamy. Znalazłyśmy też jeden dodatkowy pokój, pewnie gościnny, bo to taka mała sypialnia. Na dole, jak już wspominałam, wielki salon, połączony z kuchnią, mnóstwo przestrzeni. Doszło do tego jeszcze jedno pomieszczenie. Coś w stylu 'pokoju rekreacyjnego'. Gry, książki, nawet zabawkowe marchewki. To pewnie akurat sprawka Lou.

-Zejdziecie na dół? -Harry zapukał do drzwi, tym samym przerywając moją rozmowę z Lilly.
-Jasne. -ciepło się uśmiechnęłam. 
-Lilly? -uniósł brwi. 
-Pewnie. Już idę. -wstała z łóżka, po czym ja zrobiłam to samo. 
-Sophie, dzwoniła Gem, powiedziała, że zostawiłaś w Holmes Chapel swój czerwony szalik, pytała, kiedy po niego przyjedziemy. 
-Spokojnie, -ciepło się uśmiechnęłam - na razie nie jest mi potrzebny. 

Zeszliśmy na dół, gdzie znajdowali się już wszyscy chłopcy, śpiewając do dźwięków gitary Nialla. Dzięki ogniu w kominku, ciepłym kocom, którymi byliśmy przykryci i gorącej czekoladzie, przygotowanej przez Liama, wytworzyła się cudna atmosfera. Czułam się dokładnie jak w domu. Śpiewaliśmy wszystko, co możliwe. Począwszy od kolęd, skończywszy na piosenkach One Direction. Jednak po 'One Thing' Niall stwierdził, że musi iść coś zjeść. No tak, nasz Horanek grał na gitarze, więc nie był zajęty jedzeniem. Nic dziwnego, że zrobił się głodny. Poszedł do kuchni i nie wracał przez dłuższą chwilę. 
-Niall no! Ja chcę śpiewać! -zaczął drzeć się Boo. 
-Zagraj coś. -Lilly szepnęła mi na ucho, po czym przecząco pokiwałam głową. 
-Umiesz grać? -zapytał Liam, który widocznie musiał słyszeć Lil. Spojrzałam na niego niewyraźnie, nie chcąc się do tego przyznawać -No dalej, masz. -podał mi gitarę Nialla. 
-Grasz? -zjawił się Horan, przegryzając ciastko nad moim uchem -Nie krępuj się. -uśmiechnął się szeroko, więc wszyscy mogli zobaczyć kawałki między jego zębami. Wywróciłam tylko oczami i zaczęłam brzdąkać, co przychodziło mi do głowy. 
-Nie mówiłaś, że umiesz grać. -w między czasie zdążyłam usłyszeć Zayna. 
-Bo nie pytaliście. -ciepło się uśmiechnęłam, nie przestając rwać strun.  
-Zagraaaaj What Makes You Beautifuuuul. -Louis zrobił minę małego pieska, tuląc się do moich nóg. 
-Nie znam tego. -sprzeciwiłam się. 
-Nie znasz naszych piosenek? -zapytał zdziwiony Zayn. 
-Nie, nie znam chwytów. 
-Daj spokój, -Niall spojrzał na mnie z błaganiem -widzę, że jesteś dobra. Grasz ze słuchu. -poruszył brwiami. Skąd on tyle wie? To na serio tak widać? 
-Oh no dobra. -poddałam się, wywracając oczami. Doskonale znałam muzykę do WMYB. Chyba każdy na świecie ją znał. Umiałam też grać ze słuchu, mój tata uczył mnie wszystkiego od małego. Zaczęłam więc szarpać struny, jednocześnie pozwalając wszystkim zgromadzonym usłyszeć dźwięki piosenki. 
-Miałem rację! -Niall zaczął tańczyć cziken dens, wywołując śmiech na twarzach każdego z nas. 
*
-Dzień dobry. -usłyszałam, otwierając oczy, jednocześnie mając przed sobą widok uśmiechniętego Harrego, czekającego na mnie ze śniadaniem. 
-Dzień dobry. -od razu się uśmiechnęłam. 
-Śniadanie. -pocałował mnie w czoło, wskazując na naleśniki. 
-Dziękuję. -szerzej wystawiłam ząbki, siadając -Właściwie to chyba zasnęliśmy na dole...
-Jak wszyscy. Stwierdziłem jednak, że wygodniej będzie tutaj, po pierwsze, bo to pierwsza twoja noc w tym domu, a po drugie Louis zabrał koc, którym byłaś przykryta. -powiedział, popijając sok. 
-Jak na razie nie ma żadnych argumentów przeciw temu, że jednak jesteś idealny. -wsadziłam do buzi kawałek naleśnika -Plus te naleśniki, które tylko to potwierdzają. 
-Daj sobie spokój, bo się zarumienię. -zrobił słodką minkę. 
-Kiedy to sama prawda. 
-Nie. 
-Tak Harry. 
-Jedz, bo wystygną. -zmienił temat, nie przestając na mnie patrzeć. 
-Nie patrz tak na mnie, bo się krępuję. 
-Nie musisz. -puścił mi oczko. 
-Co nie zmienia faktu, że nadal dziwnie na mnie patrzysz. Coś nie tak? -zmrużyłam oczy. 
-Nie, wszystko w porządku. -ciepło się uśmiechnął. 
-No dalej, mów. 
-No ale wszystko w porządku. -rozłożył ręce -Jesteś po prostu tu, koło mnie. Siedzisz, jesz moje śniadanie, masz na sobie moją bluzę, byle jak upięte włosy, na twarzy zero makijażu. 
-Dzięki Styles, miły jesteś od rana. -spuściłam wzrok, udając obrażoną. 
-Nie, nie, nie! -wyrwał jak najszybciej, chwytając mój podbródek, po czym uniósł moją głowę -Właśnie o to chodzi. -uśmiechnął się -Chcę cię widzieć taką codziennie. 
-Jeśli ty nie masz nic przeciwko i to -wskazałam na swoją twarz, jednocześnie wydziwiając jakieś durne miny -ci nie przeszkadza, to ja mogę tu zostać. -uśmiechnęłam się, wbijając swój wzrok w jego tęczówki. 
-Będzie mi bardzo miło. -siadł koło mnie, całując w policzek. 

*
Zeszłam na dół, sprawdzić, czy aby nikt nie porwał naszych małych krasnoludków. Na szczęście nie. Wszyscy leżeli w jakiś dziwnych pozycjach, w efekcie tuląc się do siebie nawzajem. Louis, jak się okazało zabrał koc nie tylko mnie, ale także wszystkim innym, oczywiście samemu się nim nie okrywając. Pstryknęłam im szybko zdjęcie, udając się do kuchni. Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy i wlałam nieco do szklanki. 
*
-Jedziesz z nami po zakupy? -w moim pokoju znalazł się Horan. 
-Z nami, to znaczy? -uniosłam brwi. 
-Z Harrym i ze mną. 
-W takim razie mogę jechać i tak mam dosyć tych książek. -wstałam z łóżka -Poczekacie chwilę? 
-Jasne, za pięć minut na dole. -uśmiechnął się, zamykając drzwi. Podeszłam szybko do szafy i wyciągnęłam z niej ciepły sweter. Tegoroczna zima nieźle daje nam popalić, co jest dziwne, bo nigdy tak nie było. 
Zeszłam na dół kilka minut później, gdzie czekali już gotowi chłopcy. Oczywiście reszta ganiała się po salonie, pewnie z jakiś durnych powodów, ale zignorowałam ich, wywracając oczami i lekko uśmiechając się pod nosem. 

Stałam sobie spokojnie z boku, patrząc na to, co właśnie wyczyniają Niall z Hazzą. Czy to normalne, żeby wrzucać do wózka dosłownie wszystko, co znajduje się na sklepowych półkach? Oni nawet potrafili na siebie wskakiwać, żeby sięgnąć to, co stało na samej górze. Matko Święta, z kim ja żyję? Stałam i stałam, ciągle nie mogąc uwierzyć w widok, który przed sobą miałam. 
Nagle jednak coś małego na mnie wpadło, krzycząc tylko 'mama, mama'. Kucnęłam przy małej dziewczynce, ubranej w różowy płaszczyk, która najwyraźniej się zgubiła. 
-Hej, -powiedziałam łagodnym głosem, chwytając ją za rączki -spokojnie.
-Dzień dobjy, ja źgubiłam moją mamę. -spojrzała na mnie ze łzami w oczach. 
-Spokojnie, jak masz na imię? -pojawił się uśmiechnięty Harry, który także przy nas kucnął. 
-Rose. -odpowiedziała wystraszona -Zabierzcie mnie do mamy. 
-Nie płacz Rose, znajdziemy mamę. -Harry wstał i zabrał małą na ręce. -Niall zostań tu i nigdzie, ale to nigdzie nie idź. -zagroził mu palcem. 
-Rose, jak wygląda twoja mama? -zapytałam, spoglądając na dziewczynkę. 
-Ma taki czejwony sialik i czejwoną ciapę no i ma taki dłuuuugi czajny płaść. -ona była taka słodka, że normalnie spakować ją do torby i zabrać do domu. 
-A przyszłaś tylko z mamą? 
-Nje, jeśce siostja, ale oh. -głośno westchnęła, co było w sumie komiczne, dlatego zaśmiałam się pod nosem -Moja siostja to tylko o jednym. Ja nawet nje wiem, jak to się nazywa, ale taki źeśpół i tam jeśt taki Hajjy i ona cały ciaś o nich gada. -zaczęłam śmiać się pod nosem. 
-Twoja siostra musi być bardzo fajna. -Harry uśmiechnął się do niej, po czym przeniósł wzrok na mnie i nim skarcił. 
-Rose! -usłyszeliśmy za sobą, dlatego obydwoje się odwróciliśmy.
-Mama! -wydarła się Rose. Kobieta od razu do nas podbiegła i odebrała małą z rąk Harrego. 
-Bardzo państwu dziękuję, mała cały czas gdzieś ucieka. 
-Żaden problem. -posłałam jej ciepły uśmiech. 
-Mamo... -to chyba siostra Rose, zaczęła ciągnąć kobietę za rękaw -mamo, przecież to... -tak, to zdecydowanie ona -mamo to Harry. -wyglądała jak przestraszona. 
-Przepraszam, córka musiała kogoś pomylić. -spojrzała na nas przepraszającym wzrokiem. 
-Harry to ty, prawda? -jej oczy zamieniły się w pięciozłotówki. Harry tylko przytaknął, lekko uśmiechając się pod nosem -Zrobisz sobie ze mną zdjęcie? -słodko się uśmiechnęła. 
-Jasne. -odpowiedział niepewnie, po czym przepraszająco na mnie spojrzał. 
-Daj spokój. -powiedziałam po cichu, popychając go w stronę dziewczyny. Jej mama pstryknęła zdjęcie obydwóm, po czym wszystkie zaczęły się oddalać. 
-Nie moja wina, że wszystkie laski na mnie lecą, no. -'zarzucił grzywą'. Nie odpowiedziałam nic -Ale ty nie jesteś zła, prawda? -zatrzymał zarówno siebie, jak i mnie. 
-Nie, pewnie, że nie. -wywróciłam oczami -Za co mam być zła? 
-Nie wiem, bo to w sumie dziwne. 
-Harry. -spojrzałam na niego błagalnie -Przestań się obwiniać, okej? 
-Okej. -szybko cmoknął mnie w usta, po czym poszliśmy szukać Horana. Na szczęście stał, tam gdzie miał i w ogóle się nie ruszał. Pewnie gdyby Harry nic nie powiedział, to już gonilibyśmy go po całym markecie. 
-Stałeś tu tak cały czas? -zapytał zdziwiony Styles.
-Kazałeś. 
-Robisz postępy Niall, jestem dumny. 
-Dziękuję, dziękuję. -zaczął teatralnie się kłaniać -Nie trzeba. 

__________________
Przepraszam, że tak późno, niestety kilka rzeczy pokrzyżowało moje plany. 
Macie już 17. (!) rozdział. Może nie jest najfajniejszy, ale nieskromnie powiem, że podobał mi się pomysł z dziewczynką w sklepie xd 
Następny jak zwykle za pięć dni. Jeśli chcecie jednak trochę to przyspieszyć, tym razem proszę o 15 komentarzy :) 
Tyle ode mnie, jeśli chcecie być powiadomieni, zostawcie w komentarzu swoje twittery, albo numery gg :) 
Paa xx

wtorek, 15 stycznia 2013

Rozdział 16: 'Nie mam prawa cię całować?'


Trzy godziny później znaleźliśmy się w Holmes Chapel. Czekała nas już tylko droga do domu Hazzy. 
-Tak właściwie, to skąd wiedziałeś, że jestem w Londynie? 
-Lilly do mnie zadzwoniła. Tylko jej nie mów. -lekko się uśmiechnął. 
-I tak ją zabiję. 
-To później, jesteśmy na miejscu. -zaparkował na podjeździe, a mi zrobiło się słabo. Przecież jeśli jego mama mnie nie polubi to jestem w czarnej... Sami dobrze wiecie. Harry wyszedł z samochodu, podchodząc do drzwi z mojej strony. 
-Nie bój się, nikt cię nie zje. -szeroko się uśmiechnął, chwytając moją rękę -Mamo, już jesteśmy! -krzyknął, przekraczając próg domu. Po chwili podbiegła do nas kobieta średniego wzrostu o zniewalających ciemnych włosach. To z pewnością mama Harrego, mają takie same uśmiechy. 
-Tak miło w końcu cię poznać. Harry ciągle o tobie opowiadał. -mocno mnie ścisnęła, co było pierwszym miłym zaskoczeniem. 
-Mnie także. -ciepło się uśmiechnęłam, odwzajemniając jej uścisk. 
-Sophie, Harry już jesteście! -usłyszałam Gemmę, zbiegającą po schodach. Zaraz po tym, jak Anne wypuściła mnie ze swojego uścisku, znalazłam się w ramionach siostry Stylesa. 
-A gdzie Rob? -zapytał Harry, rozglądając się dookoła. 
-Chodź, wszystko ci wyjaśnię. -odpowiedziała, tajemniczo na mnie patrząc, po czym lekko się uśmiechnęła i pociągnęła Harrego do kuchni. 
-Coś nie tak? -zapytała Gemma, widząc pewnie moją zdezorientowaną minę. 
-Nie, wszystko w porządku. -'ocknęłam' się. 
-W takim razie chodź ze mną, poznasz kogoś jeszcze. -ciepło się uśmiechnęła, ciągnąc mnie za rękę. Wszyscy Stylesi tak mają? 
Gemma zaprowadziła mnie na górę, stukając w jedne ze znajdujących się tam drzwi. Po usłyszeniu kobiecego głosu, mówiącego 'Proszę', obie weszłyśmy do środka. Na fotelu siedziała długowłosa szatynka, trzymająca na rękach uroczą małą istotkę. 
-Sophie, poznaj. To jest ciocia Kim i mała Ellie. -ciepło się uśmiechnęłam, witając się z kobietą -Ciociu, to jest dziewczyna Harrego, Sophie. 
-Miło cię poznać. -odwzajemniła mój uśmiech -Wcale się nie dziwię, że Harry wybrał właśnie ciebie. Jesteś taka śliczna. -na mojej twarzy chyba pojawiły się dwa porządne rumieńce, bo dawno nie słyszałam takiego komplementu. Zyskał on jeszcze na wartości, gdyż padł z ust członka rodziny mojego chłopaka. 
-O! Tu jesteście. -w pokoju zjawił się Harry.
-Nie krzycz. -ciocia skarciła go wzrokiem -Ellie śpi. 
-Spokojnie. Ja tylko przyszedłem porwać Sophie. -uśmiechnął się tak szeroko, że na jego policzkach pojawiły się dwa cudne dołeczki -Chodź. -chwycił mnie za rękę, wyprowadzając z pokoju. 
-Styles, przestań mnie ciągnąć. 
-No już, uspokój się. Tu mieszkasz. -uśmiechnął się, otwierając drzwi od następnego pokoju, jednocześnie pozwalając mi tam wejść. 
Jasne, zielone ściany, duże, podwójne łóżko na środku i okno, przez które wpadały promyki słońca. Co mnie zdziwiło? Jak na pokój gościnny trochę dużo zdjęć Hazzy i chłopaków. 
-Ja też tu mieszkam. -szepnął mi do ucha, kładąc ręce na mojej talii. 
-A co na to twoja mama? -zapytałam równie cicho, odwracając się w jego stronę. 
-Nie ma nic przeciwko. -puścił mi oczko, wpijając się w moje usta. 

Dzień spędzony na przygotowaniach do kolacji, dekorowanie puddingu, ostatnie poprawki przy stole. Kiedy wszyscy wspólnie stwierdziliśmy, że wszystko już gotowe, każdy udał się do swojego pokoju, by ubrać się bardziej odświętnie. Postawiłam na bordową sukienkę, dodając kilka złotych dodatków. Widząc Harrego w swoim czarnym garniturze, uznałam, że do siebie pasujemy. 
-Wyglądasz pięknie. -usłyszałam po wyjściu z łazienki. Na mojej twarzy pojawił się rumieniec, bo to już kolejny raz, kiedy to słyszę. 
-Ty też niczego sobie. -uśmiechnęłam się, składając na jego ustach lekki pocałunek. 
-Gotowa? -chwycił mnie za rękę. Tylko twierdząco kiwnęłam głową. 

Na dole czekali już wszyscy, pewnie nieco się niecierpliwiąc. Po niewielkich przeprosinach za spóźnienie ze strony Hazzy i mojej, wszyscy usiedliśmy przy stole. Głos zabrała Anne. 
-Wiem Sophie, że w Polsce święta wyglądają nieco inaczej, a my chcemy, żebyś czuła się jak u siebie, dlatego w tym roku zmienimy lekko naszą tradycję. Rob zdążył w ostatniej chwili załatwić opłatki. -spojrzałam na nią z zaszklonymi oczami. Oni na prawdę wszyscy są tacy idealni? 
-Nie trzeba było... -odezwałam się w końcu, nie przestając być zdumiona. 
-Oj, nie przesadzaj. -Anne posłała w moją stronę swój ciepły uśmiech.
Po chwili wszyscy wstali, dzieląc się nawzajem opłatkiem. Kiedy złożyłam życzenia całej rodzinie Stylesów, został tylko mój osobisty Styles. Podszedł do mnie i ujął moją dłoń. 
-Chciałbym życzyć ci tylko tyle, żebyś wytrzymała ze mną jak długo się tylko da. Żebyś nigdy nie miała dosyć reszty głupków, żebyś codziennie zdawała sobie sprawę z tego, że jesteś największym powodem dla uśmiechu na moich ustach. I żebyś kochała mnie tak mocno, jak ja kocham ciebie. 
-Wiesz, że kocham cię każdego dnia coraz bardziej? Ja też chciałabym życzyć tobie, żebyś wytrzymał ze mną całą wieczność i dzień dłużej i żebyś znosił wszystkie moje humorki. -ułamałam kawałek jego opłatka, wkładając go do ust. Po chwili Harry zrobił to samo, po czym złożył na moich ustach subtelny pocałunek. 
*
Obudziłam się, czując lekkie pocałunki, składane przez Harrego na moim ramieniu. Mimowolnie się uśmiechnęłam. 
-Dzień dobry. -szepnął mi do ucha, pewnie widząc, że się obudziłam. 
-Dzień dobry. -odpowiedziałam zachrypnięta, jak to zwykle rano bywa, odwracając się w jego stronę. Patrzyłam w jego zielone oczy, nawet nie licząc czasu. Wciąż nie mogę uwierzyć, że jest mój. Ja go kocham, on to odwzajemnia. Czy może być coś piękniejszego od miłości? 
-Dziękuję. -wyszeptałam. 
-Nie masz za co dziękować. Zrobię dla ciebie wszystko. -uśmiechnął się, gładząc kciukiem moje plecy. 
-Wszystko to za dużo. Tylko bądź obok. -odwzajemniłam jego uśmiech. Harry zaczął składać niezliczoną ilość pocałunków na moich ustach, co wywoływało tylko jeszcze szerszy uśmiech. Nie żeby mi to przeszkadzało, wręcz przeciwnie, to było bardzo przyjemne. W końcu oderwał się ode mnie, cmokając lekko mój nos. Lekko zachichotałam, podnosząc się z łóżka. W tym samym momencie rozległo się pukanie do drzwi. 
-Proszę. -odpowiedział na głos, tą swoją zniewalającą chrypką, tuląc się do poduszki. 
-Sophie, Harry, to ja. -Anne lekko uchyliła drzwi, zaglądając do środka -Zejdziecie na śniadanie? 
-Tak, jasne. Daj nam chwilkę. -oderwał się od poduszki, lekko się do niej uśmiechając. 
Weszłam do łazienki, wsuwając na siebie ciemne jeansy, do których dobrałam miętowy sweterek. Ogarnęłam też lekko swoją twarz, a włosom pozwoliłam zostać w ich naturalnej postaci. W sumie nie wyglądały źle, mogłam nawet powiedzieć, że wyjątkowo były ładne. 
Na dole zastaliśmy wszystkich, już dawno zajadających się śniadaniem. Razem z Harrym zajęliśmy miejsca przy stole, częstując się tym, co przygotowała Anne. 
-Długo będziecie w Holmes Chapel? -zapytała Gemma, spoglądając na mnie i Harrego. 
-Niestety nie, niedługo muszę wracać do Londynu... 
-Dziękuję Anne, było pyszne. -Kim wstała i pocałowała ją w policzek -Teraz was przepraszam, pójdę z małą na spacer. -lekko się uśmiechnęła. 
-Nie, poczekaj. -zatrzymał ją Harry -My pójdziemy. -spojrzał na mnie. Kim niepewnie skierowała swój wzrok w moją stronę, jednocześnie chcąc się upewnić, czy to nie kłopot. Twierdząco pokiwałam głową, szeroko się uśmiechając. 
-W takim razie pójdę przebrać jej pieluszkę. Dajcie znać jak będziecie gotowi. -odwzajemniła uśmiech i udała się na górę. 
Po lekkim ogarnięciu stołu i pomocy Anne w zmywaniu, udałam się na górę, gdzie czekał na mnie Harry. 
-Zapomniałem, że mam dla ciebie prezent świąteczny. -dopiero teraz zauważyłam, że trzyma w dłoniach małe, czerwone pudełko z kokardką po środku. 
-Ja też. -puknęłam się w czoło, sięgając do walizki. 
-Nie miałaś mi nic kupować. -wstał i skarcił mnie wzrokiem. 
-I kto to mówi. -wytknęłam mu język -Wesołych świąt! -uśmiechnęłam się szeroko, dając mu mój prezent. 
-Wesołych świąt! -odpowiedział, lekko całując mnie w policzek. Najpierw pozwoliłam jemu otworzyć pudełko, po czym zobaczyłam, jak jego oczy zamieniają się w wielkość pięciozłotówek -Zegarek? 
-Nie, to tylko taki sprzęt, jak u Power Rangers'ów. Będziesz mógł się kontaktować z resztą. -odpowiedziałam z uśmiechem na ustach, wywracając oczami. 
-Dziękuję. -stanął bliżej i cmoknął mnie w usta -Teraz otwórz swój. -niepewnie sięgnęłam po pudełko od Hazzy. W środku znajdowały się klucze, tak klucze. Dokładniej dwa, złączone brelokiem w kształcie serca. 
-Co się nimi otwiera? -zapytałam, unosząc brwi. 
-Tego dowiesz się dopiero w Londynie. -rzucił się na mnie, tym samym razem wylądowaliśmy na łóżku, gdzie już po chwili składał na moich ustach z milion pocałunków. 
-Styles, za chwile ktoś tu wejdzie. 
-No i co? Nie mam prawa cię całować? -oderwał się na chwilę, po czym znów wrócił do poprzedniego zajęcia. 
-Masz, ale zapewne nikt nie chciałby przeszkodzić i dziwnie się czuć. Wstajemy. -odepchnęłam go od siebie -Spacer z Ellie czeka. -szeroko się uśmiechnęłam, podając mu rękę. Po chwili zastanowienia jednak ją chwycił i podniósł się z łóżka. 
*

-Ale się za wami stęskniłem! -usłyszałam Boo, zaraz po przekroczeniu progu domu chłopców. Czekała tam także reszta. Uściskałam wszystkich po kolei, wzrokiem szukając Lilly. Siedziała na kanapie, skąd chyba jednak nie miała zamiaru wstawać. 
-A ty się ze mną nie przywitasz? -wygięłam usta w podkówkę, siadając koło niej. 
-Nic mi nie powiedziałaś. Przecież zabrałabym cię do siebie. -odpowiedziała smutno. 
-Daj spokój, ja też mogłabym cię teraz zabić. Powiedziałaś wszystko Hazzie. 
-Źle ci było w Holmes Chapel? -uniosła brwi, cwaniacko się uśmiechając. Na mojej twarzy znowu zagościł uśmiech, po czym mocno ją ścisnęłam. Wprawdzie nie widziałyśmy się tylko pięć dni, ale to wystarczyło, żebym za nią stęskniła się najbardziej. 
-Dobra, a teraz niespodzianka! -wydarł się Horan, podchodząc do nas -Obie dostałyście swoje prezenty, prawda? -spojrzałam na Lilly, która twierdząco kiwnęła głową. Nie pozostało mi nic innego, jak zrobić to samo. 
-W takim razie... -pojawił się Liam -jutro możecie pakować swoje manatki. 
-To znaczy? -zapytała zdziwiona Lilly. 
-To znaczy, że będziecie od teraz mieszkać z nami. Yay! -wydarł się Zayn, mocno nas ściskając. 
-Jak to? Tutaj? 
-Nie. -zjawił się Louis -Trochę inna okolica. W każdym razie klucze, które dostałyście są właśnie od tamtego domu. Fajnie będzie nie? -wytrzeszczył oczy i zaczął po nas skakać. 
-Louis! -w końcu przerwała mu Lilly -Zejdź z nas do cholery! 
-Może bądź trochę milsza? -wygiął usta w podkówkę i z udawanym płaczem udał się na górę. 
-Boże, z kim ja żyję? -Malik złożył ręce i spojrzał w niebo. W sumie mu się nie dziwię, Louis to chyba najdziwniejsza osoba, którą znam. 
-Pójdę do niego. -jednak Harry się pofatygował. 
Pozostali rozsiedli się w salonie, wbijając wzrok w ekran telewizora. Harry po kilku minutach wrócił razem z Louisem, który jednak stwierdził, że nie usiądzie koło Lilly, dlatego zajął miejsce na podłodze. Przypomniał mi się wieczór, kiedy poznałam ich wszystkich. Boo leżał dokładnie w tym samym miejscu, identycznie sytuując swoje nogi. Zaczęłam chichrać się pod nosem, zdając sobie sprawę z tego, że moje życie byłoby milion razy nudniejsze, gdyby nie te sześć przygłupów. 
-Co cię tak śmieszy? To moja dupa, tak? Wiedziałem, że prędzej, czy później ktoś mnie za nią znienawidzi. -Louis znowu zaczął 'płakać'. 
-Louis... -głośno westchnęłam -Nie chodzi mi o twoje dupsko, jasne? 
-Tak? W takim razie dlaczego się śmiejesz? Przecież nie z loków Hazzy. 
-Louis kurde. Chodzi o to, że leżałeś dokładnie w takiej samej pozycji, jak byłam tu za pierwszym razem. Właśnie w tej chwili zdałam sobie sprawę z tego, że moje życie bez was nie miałoby żadnego sensu. 
-Aww. -usłyszałam słitaśny głos Nialla, siedzącego obok mnie. 
-Aww. -Louis to powtórzył i podszedł mnie przytulić -Jesteś taka słodziutka, że normalnie tylko cię ściskać i całować. 
-Uspokój się Tomlinson. Ściskać pozwalam z całowaniem będzie gorzej. -Harry spojrzał na niego z groźną miną, po czym wszyscy wybuchliśmy głośnym śmiechem. 
-Zazdrosne Hazziątko. Aww. -Louis zaczął teraz ściskać Hazzę. 

czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział 15: 'Chodzi o święta...'


Kto mi powie, kiedy minęły ostatnie dwa miesiące? Pamiętam, jak Harry przyszedł powiedzieć mi, że jadę z nim w trasę, a za chwilę wracamy już do domu. Jak. To. Się. Stało? 
Jutro mamy razem z Lilly samolot do Londynu, potem czeka mnie jeszcze podróż do Polski. W końcu spędzę trochę czasu z rodzicami. Nie mogę uwierzyć, że Boże Narodzenie za pasem. Umówiliśmy się wszyscy, że nie robimy sobie żadnych prezentów, bo to nie ma sensu. Z resztą obie z Lilly nigdy tego nie robiłyśmy, same jesteśmy dla siebie najlepszymi prezentami. Mam tylko w planach kupić coś małego dla Harrego i rodziców. 
Ostatnia szansa na jakiekolwiek zakupy, dlatego razem z Lil wybieramy się do galerii, kiedy to chłopcy mają ostatnie próby do koncertu. 
Nieco się ogarnęłam i po założeniu luźnej bluzy zaczęłam szukać Lilly. Jak się okazało wciąż próbowała zdecydować się na to, co włożyć. Poleciłam jej ten zestaw, bo nie oszukujmy się, nie chciała tylko dobrze wyglądać, chciała utkwić w pamięci Niallowi. Zbliżyli się do siebie i to widać, ale jak to oni, nie potrafią ani nikomu o tym powiedzieć, ani przede wszystkim otworzyć się sobie nawzajem. 
W każdym razie, udałyśmy się do jednego z pobliskich centrów handlowych, poszukać czegoś, co nadałoby się na prezenty świąteczne. Kupiłam swojej mamie srebrną bransoletkę z napisem 'Love you mummy', natomiast tata dostanie krawat ze świętym Mikołajem. Wiem, że to nic wielkiego, ale w sumie stwierdzam, że spędzenie wspólnie świąt jest ważniejsze od prezentów. Został jeszcze tylko podarunek dla Harrego. Nie miałam żadnego pomysłu, więc chodziłam wraz z Lilly po centrum handlowym, czekając aż coś samo rzuci mi się w oczy. Nic, kompletnie nic, dopóki nie zatrzymałyśmy się przed wystawą jednego ze sklepów jubilerskich. Pełno bzdetek, zawieszek, bransoletek i... zegarków. Harry zgubił wczoraj swój zegarek, więc... mamy to! Ten, który wpadł mi w oko był bardzo podobny do tego, który zginął, dlatego bez namysłu go kupiłam. Tak więc świąteczne zakupy udane, możemy wracać do hotelu. Nie, w sumie przyda się jakaś kawa. I tak nie miałyśmy co robić, dlatego siadłyśmy w pobliskim Starbucks, czekając na nasze zamówienie. W czasie, kiedy zafundowałyśmy sobie małą pogawędkę, zadzwonił mój telefon. Mama. 
-Hej słońce, musimy porozmawiać... -niepewny głos mamy, jakby się czegoś bała. Super, jeszcze tego mi potrzeba. 
-Cześć mamo, mów. 
-Chodzi o święta... -no pięknie -Ciocia Mela jest w szpitalu... -cudownie. Wyczujcie ten sarkazm. -Będziemy musieli lecieć do Kanady. 
-Wiesz, że ja tam nie pojadę, prawda? -złe wspomnienia, zbyt złe wspomnienia, żeby kiedykolwiek znów tam jechać. 
-Wiem kochanie, bardzo cię przepraszam, ale dopiero przed chwilą się dowiedziałam. Co mam zrobić? -zapytała tym swoim bezradnym tonem. 
-Nic mamo, nie przejmuj się. Jakoś dam sobie radę. - a co miałam powiedzieć? 
-Kochanie porozmawiaj z Lilly i jedź do niej. Tylko mi nie siedź sama, rozumiemy się? 
-Mamo, jakoś dam radę. 
-Kochanie, wiesz, że cię kocham, prawda? 
-Ja ciebie też mamo. Muszę już kończyć. Zadzwoń później. 
-Dziękuję kochanie. Obiecuję, że jakoś to nadrobimy. 
-Jasne. -odpowiedziałam, sama w to nie wierząc -Pa. 
-Kto to? -zapytała Lilly, kiedy już się rozłączyłam. No tak, przecież nic nie rozumiała... 
-Moja mama. Ciocia Mela jest w szpitalu. -przecież jej nie okłamałam, po prostu nie powiedziałam całej prawdy. 
-Przykro mi. 
-Daj spokój. -ciepło się uśmiechnęłam -To pewnie nic poważnego. Wróćmy do hotelu, chłopcy już pewnie tam są. -zaproponowałam, biorąc kawę ze stołu. 
-Tak, jasne. -na jej twarzy pojawił się uśmiech, po czym także wstała z miejsca. 
Nie myliłam się, chłopcy czekali już w pokoju, a co gorsze był to pokój Lilly i mój. Wprawdzie dostanie się do niego nie było trudne, gdyż musieli tylko otworzyć drzwi, łączące nasz apartament z ich, ale stwierdzam, że rozrzucenie staników po całym pomieszczeniu potrzebowało większego wysiłku.
-Louis! -krzyknęłam, widząc go, przymierzającego na siebie mój różowy stanik. 
-No co? -zapytał zdziwiony -Harry już go pewnie widział, ja też chciałem. -otworzyłam usta z wrażenia, po czym parsknęłam niepohamowanym śmiechem. 
-Harry go nie widział głupku. -puknęłam go w czoło, po czym zerwałam z niego mój stanik. Lilly zaczęła zbierać swoje z podłogi i lampy, a Louis powoli zaczął się wymykać. 
-Tomlinson, zapłacisz za to! -wydarła się Lilly, widząc, jak Louis zamyka drzwi łączące nasze pokoje. Zayn natomiast zaczął wyłaniać się zza łóżka, pewni myśląc, że go nie widzę. 
-Cześć Zaynuś, ty też tutaj? -chyba go wystraszyłam, bo podskoczył. Szybko tylko wymsknęło mu się 'ups', po czym równie szybko opuścił pokój. 
-Z kim ja żyję? -Lilly wywróciła oczami, pakując swoją bieliznę. 
-O, cześć, słyszałem, że już jesteście. -Harry zjawił się koło mnie, dając mi buziaka w policzek -To twoje? -podniósł tym razem czarny stanik z podłogi i zaczął się jemu dokładnie przyglądać. 
-Oddawaj to! -wyrwałam mu go z rąk. 
-Ej. -oburzył się, marszcząc brwi -Ładny. -lekko się uśmiechnął. Wywróciłam oczami, pakując wszystko do torby. 
-Harry! Musimy jechać! Paul czeka już na dole! -Liam zaczął się drzeć. Przecież przesunąć zadek o 2 metry i przyjść to normalnie powiedzieć, to takie trudne, nie? 
-Jedziecie z nami, czy będziecie później? -Harry zapytał, lekko muskając moje usta. 
-Ogarniemy się trochę i przyjedziemy później. -lekko się uśmiechnęłam. 
-Okej, w takim razie ja już pójdę. -cmoknął mnie w czoło i zaczął się oddalać -Kocham cię. 
-Ja ciebie też. -szerzej się uśmiechnęłam, machając mu. 

Ogarnęłyśmy z Lilly nasze walizki, które w większości już są spakowane. Rano dorzucimy tylko resztę rzeczy i będziemy gotowe do odlotu. Spięłyśmy więc zadki i po lekkim wystrojeniu postanowiłyśmy udać się na koncert. Lil postawiła na szpilki i zwiewną sukienkę, ja natomiast nie chciałam wyglądać aż tak galowo, bo w sumie nie miałam do wyrwania żadnego chłopaka, w przeciwieństwie do niej. Postawiłam więc na bardziej luźny strój, zakładając spodnie i marynarkę. 

Pół godziny później samochód, którym jechałyśmy, zaparkował na parkingu areny. Razem z ochroniarzem udałyśmy się na backstage, gdzie chłopcy przygotowywali się do występu. 
-Powodzenia. -uśmiechnęłam się, składając na jego ustach lekki pocałunek. 
-Harry idziemy! -Louis pociągnął go za koszulkę, tym samym przerywając naszego buziaka -Piątka Sophie! -spojrzałam na niego z groźną miną, po chwili jednak klepiąc jego rękę. Oczywiście razem z Lilly wykonałyśmy ten sam gest w stronę reszty chłopców. 
*
-Sophie, musimy już iść. -Lilly zaczęła mnie poganiać, pewnie nie chcąc spóźnić się na lot. 
-Wiem, jeszcze sekundka. -odpowiedziałam jej, wracając do Harrego -Będę tęsknić. -wygięłam usta w podkówkę.
-Ja też. -zrobił to samo -Napisz, jak wylądujesz. Będę w Londynie zaraz po świętach... z resztą zadzwonię. -uśmiechnął się, mocno mnie przytulając. 
-Kocham cię, uważaj na siebie. -powiedziałam lekko trzęsącym się głosem, nadal nie przestając go ściskać. 
-Ja ciebie też. -odsunął się ode mnie i złożył na moich ustach lekki pocałunek. 
Więc wszyscy chłopcy pożegnani, możemy wsiadać na pokład. Nie mam serca tak ich zostawiać, jednocześnie okłamując. Ale co mam zrobić? Przecież nie zniszczę świąt ani Harremu, ani Lilly. Oboje bardzo się cieszą na spotkania z rodzinami, że po prostu nie mam prawa tego robić. 
Pokiwałyśmy jeszcze tylko wszystkim, chwilę później zajmując swoje miejsca. 
*
Równe 10 godzin później znalazłyśmy się na lotnisku Heathrow, odbierając swoje bagaże. Jak było w planach, udałyśmy się do domu, by tam zabrać kilka dodatkowych rzeczy, skąd później każda z nas miała jechać w inną stronę. 
Lilly zabrała, co potrzebne i udała się na dworzec. Jak ja mogę ją okłamywać? Powiedziałam, że mam samolot do Polski za dwie godziny, ale to przecież kłamstwo. Zostanę w Londynie i będę tu sama jak palec. Taka prawda. Z drugiej strony, święta są po to, żeby spędzić je z rodziną i obce osoby nie powinny w tym przeszkadzać. Wiem, że może nie do końca jestem obca, ale nie należę do ich rodzin, więc nie będę robić nic, co by na to wskazywało. 
Poszłam na górę, rozpakować swoje rzeczy, po czym zadzwoniłam zarówno do Harrego, jak i do mamy, żeby powiedzieć, że jestem w Londynie. Wzięłam też odprężającą kąpiel i przebrałam się w piżamę. Jako że nie bardzo miałam co robić, poszłam spać, stwierdzając, że to najlepsza z dostępnych opcji. 
*
Tak więc oficjalnie rozpoczęła się Wigilia. To także dzień urodzin Louisa, dlatego z samego rana zadzwoniłam do niego, życząc przede wszystkim zdrowia, szczęścia, dużo miłości i pełnego kosza marchewek. Zarówno Louis, jak i ja specjalnie nie rwaliśmy się do rozmowy, więc po usłyszeniu, że wszystko w porządku, rozłączył się. Na dworze słychać dzieciaki biegające po ulicach i dzwoniące najprzeróżniejszymi dzwoneczkami, płatki śniegu cały czas spadają z nieba, tworząc coraz to większe zaspy, a ja? A ja siedzę na kanapie delektując się lodami piernikowymi, które nawet w małej części nie są w stanie zastąpić prawdziwych pierników mojej mamy. W tym roku nie wyciągnęłam też choinki i lampek z piwnicy, bo to dołowałoby mnie jeszcze bardziej. Siedzę po prostu w salonie, oglądając 'Kevina samego w domu' już po raz dziesiąty w ciągu dwóch dni. Chyba potrafię nawet wyrecytować to na pamięć. 
Nagle dzwonek do drzwi, to pewnie kolędnicy, na których widok się rozpłaczę, kiedy coś mi zaśpiewają. Nie mam jednak serca zostawiać ich na dworze, więc podniosłam zadek z kanapy i podeszłam do drzwi. Po ich otwarciu doleciało do mnie zimno, panujące na zewnątrz. Zaraz, tylko dlaczego przede mną nie stoi gromadka dzieci, tylko jest on jeden? I do tego loki sterczące spod wełnianej czapki. 
-Harry? -zapytałam, sama nie wierząc w to, że własnie przede mną stoi. Tylko twierdząco pokiwał głową, wtulając się we mnie. 
-Czemu nic mi nie powiedziałaś? -zapytał smutno, odwieszając płaszcz, na którym roztapiały się ostatnie płatki śniegu. 
-Nie chciałam psuć wam świąt. -spuściłam głowę. 
-Nie popsujesz nikomu świąt, idź się spakować. -uniósł mój podbródek i spojrzał głęboko w oczy. 
-Co? 
-Przecież nie przyjechałem tutaj, żeby sobie posiedzieć. -lekko się uśmiechnął -Moja mama karze ci przyjechać. Nie radzę jej odmawiać. -uniósł brwi. 
-Harry, to są wasze święta, powinniście być razem, nie chcę wam przeszkadzać. Po drugie nic dla nich nie mam. -spojrzałam na niego ze smutkiem w oczach. 
-Nie będziesz nikomu przeszkadzać, jasne? Jeśli chodzi o prezenty to nikt nic nie potrzebuje. Najważniejsze, żebyś była z nami. Spakuj się. 
-Jesteś pewien? 
-Tak. -odpowiedział pospiesznie. 
Nie pozostało mi nic innego, jak zabranie kilku rzeczy i wsadzenie ich do walizki. W zasadzie to ciekawa jestem, jak Harry dowiedział się o tym, że jednak jestem w Londynie. Mniejsza, nie mam zamiaru się tym przejmować. Spędzę święta w jego towarzystwie, więc nic innego się nie liczy. 

czwartek, 3 stycznia 2013

Rozdział 14: '... to kurde była zła wiadomość, mam cię zabijać za dobre?'


-Całą noc tak się bawiłeś moimi włosami? -zapytałam, otwierając powieki, jednocześnie czując oślepiające mnie światło,które akurat wpadło do pokoju.
-Nie, myślałem. 
-O czym znowu? -odwróciłam się do niego -Przecież już ci mówiłam, wszystko jest okej. 
-Nie o tym głupolu. Myślałem, czy my tak właściwie jesteśmy razem... 
-A, o tym już ty mi powiedz. -uśmiechnęłam się, znów wracając do poprzedniej pozycji. Harry objął mnie ramieniem, kładąc swój podbródek na mojej ręce. 
-A chcesz? -zapytał szeptem. 
-A chcesz? -powtórzyłam jego pytanie. 
-A chcę. 
-A ja też chcę. -uśmiechnęłam się, odwracając do niego -Kocham cię Harry. 
-Ja ciebie mocniej. -wyszeptał mi na ucho, po czym mocniej do siebie przytulił. 
-Sophie, zrób mi śniadanie. -do pokoju wleciał Niall, oczywiście się drąc, bo jak można inaczej. 
-Niall, na dole jest kuchnia, sam sobie zrób. -wyręczył mnie Harry. 
-Nie, jeszcze coś popsuję. -wybuchłam śmiechem. 
-Niall już i tak rozwaliliście mi dom. Nawet nie muszę schodzić na dół, żeby to sprawdzać. Idź na dół, wejdź do kuchni, otwórz lodówkę i wyjmij z niej pierwszą, lepszą rzecz. 
-Nie to nie, idę do Lilly! -wydarł się i z trzaskiem opuścił mój pokój. 
-Co za ludzie. -wywróciłam oczami. 
-Moi ludzie. -usłyszałam chrypkę Hazzy. 
*
Zeszliśmy na dół po jakiejś godzinie, trzymając się za ręce. Oczywiście wszyscy zaczęli patrzeć się jak na jełopów, ale to norma. 
-Musicie się tak gapić? -zapytałam, niewyraźnie na nich patrząc. 
-No, wy jesteście taaaaaacy faaaaajni. -Lilly właśnie zaczęła do nad wzdychać. Promile chyba nadal są w jej żyłach. Olałam ją z uśmiechem na ustach, bo to w sumie było słodkie. W czasie kiedy cztery piąte One Direction demolują mi już nie tylko salon, ale także cały dom, ja postanowiłam udać się z moim chłopakiem (ale to cudownie brzmi *.*) do kuchni. 
-Niall! -wydarłam się, kiedy zobaczyłam otwartą lodówkę. 
-Co znowu? -zjawił się w niecałe pięć sekund. 
-Lodówka jest otwarta, za chwilę nie będziesz miał już w ogóle co jeść. 
-Kazałaś zejść na dół, wejść do kuchni, otworzyć lodówkę i wziąć pierwszą lepszą rzecz. W tym przypadku była to parówka. O zamknięciu lodówki nie było mowy, więc tego nie zrobiłem. A teraz przestań na mnie krzyczeć, bo wykonałem twoje instrukcje. -głośno westchnęłam, bo dosłownie nie mogłam uwierzyć w to, co teraz usłyszałam. Niall to małe, niewychowane dziecko, które myśli tylko i wyłącznie o jedzeniu. Tylko -Nie wzdychaj tak, tylko coś zjedz, to ci pomoże. -uśmiechnął się niewinnie, po czym opuścił kuchnię. 
-Nie przejmuj się nim. Najlepiej przyzwyczaj. -szepnął mi na ucho, z powrotem otwierając lodówkę -Naleśniki? 
-A zrobisz? -usiadłam na krześle. 
-A zrobię. -uśmiechnął się. 
Kilka chwil później siedzieliśmy już razem, zajadając się naleśnikami Hazzy, które swoją drogą były lepsze od naleśników Lilly. Niewielu jeszcze tego dokonało. 
-Czemu nie mówiłeś, że robisz naleśniki? -jak myślicie, kto właśnie z hukiem wparował do kuchni? 
-Niall... -zaczęłam błagalnym tonem. 
-Niall, ona ze mną chodzi! Pierwsze wspólne śniadanie! Do cholery, nie przeszkadzaj nam! -pierwszy raz widziałam takiego Harrego. 
-Ludzie oni ze sobą są! -oczywiście, jak zwykle. 
-Zrobiłeś to specjalnie. -stwierdziłam, spoglądając na Hazziątko. 
-Tak. -odpowiedział zdecydowanie, wpijając się w moje usta. I jak tu go nie kochać? 
-Harry, to prawda? - no patrzcie, mamy też Louisa. 
-Harry, to prawda? -Liam. 
-Harry? -Zayn. 
-Sophie? -o, jakaś odmiana, ktoś w końcu zapytał o to mnie. 
-Tak! -wydarliśmy się razem. 
-Ale faaaaajnie. -Liam podszedł do nas oby dwu i zaczął ściskać, jakbyśmy nie widzieli się co najmniej dwa lata. 
-Wy jesteście razem tacy słodcy, że normalnie moje marchewki się czerwienią. -wybuchłam śmiechem, z resztą nie tylko ja, kiedy Louis to powiedział. 
*
-Gdzie idzieeeeeesz? Zostawiasz mnieeeee? -zaczęła śpiewać mi pod nosem, kiedy zakładałam trampki. 
-Umówiłaaaaam się z Harrymmmm. -czy ja właśnie robię to samo, co ona? 
-Jesteście taaaacy słodcyyy. Miłooooość kwitnieeee! -Lilly zachowuje się właśnie jak pijany menel pod monopolowym. 
-Idź do Nialla, czerwienić się na jego widok. -poruszyłam brwiami, klepiąc ją lekko po ramieniu. 
-Nieeee! -nadal ciągnęła swój śpiew. 
-Taaaak! Zadzwoń po niego. -puściłam jej oczko. 
-Idź już, bo Harry umrze z tęsknoty. 
-Już nie śpiewasz? -zapytałam zdziwiona, na co tylko odpowiedziała uśmiechem. 
-Harry, teraz. -rozkazała, wskazując na drzwi, w których stronę kilka sekund później zaczęła mnie pchać - Harry ona cię kooooooochaaaaaa! -teraz zaczęła wydurniać się przed Hazzą, super, nie? 
-Wieeeeeeem! -on też robi mi wstyd? 
-Bawcie się dobrze. -na chwilę znormalniała, 'żegnając' nas obu. Harry chwycił mnie za rękę i po chwili spacerowaliśmy już po londyńskich chodnikach. 
-O nie. -odwróciłam wzrok, widząc tą siksę, idącą w naszym kierunku. 
-Co? -stanął i spojrzał na mnie jak na dziwaka. 
-Nic, nieważne. Taka jedna tu idzie i nie będzie za ciekawie... -nie zdążyłam dokończyć, bo już zjawiła się koło nas. 
-O Sophie, jak miło cię widzieć. -fałszywość nie zna granic, co? - Dawno nie gadałyśmy, co u ciebie? 
-Cześć Victoria, normalnie z tydzień cię nie widziałam. Już wszystko okej z tipsami? -zapytałam ironicznie. 
-Tak, nawet zafundowałam sobie solarium wczoraj. -ona serio jest taka głupia, czy tylko udaje? -Może przedstawisz mi swojego kolegę. 
-Nie pamiętasz? -zapytałam, udając zdziwienie -To Harry, ten któremu zaufałam i mnie zostawił. Na serio nic sobie nie przypominasz? 
-Sophie, co ty bredzisz? -zaczęła mną trząść. 
-Nie zbliżaj się nawet. -wyswobodziłam się z jej uścisku, szukając wzroku Harrego.
-Pójdziemy już, co? -zapytał, lekko się uśmiechając. Pokiwałam twierdząco głową. 
-Victoria, było tak miło w końcu cię zobaczyć, że zaraz rzygnę tęczą, zejdź mi z oczu. -powiedziałam to, cały czas sztucznie się uśmiechając, po czym chwyciłam rękę Harrego i razem oddaliliśmy się od tego 'czegoś'. 
-Niezły sarkazm i ironia, muszę się tego od ciebie nauczyć. -zaśmiał się, kładąc rękę na mojej talii. 
-Chyba znajdę czas na darmowe lekcje. -ciepło się uśmiechnęłam, po czym otrzymałam buziaka w czoło. 
-Harry! Harry! -usłyszeliśmy za sobą, po czym pewna dziewczyna stanęła przed nami jak wryta -O, a co to za dziewczyna, którą trzymasz za rękę? -zapytała zdziwiona. Moim skromnym zdaniem jeszcze powinna trochę powiedzieć w psychiatryku -Ale czemu kradniesz mi Harrego? -przeniosła wzrok na mnie. Spojrzałam wymownie na Stylesa, nie wiedząc, co robić -No przecież Harry, z nią się spotykasz? -ta dziewczyna własnie mnie wyśmiała? -Zobacz, te włosy -dotknęła jednego z moich pasemek - i ta bluzka... -kiedy pociągnęła materiał, nie wytrzymałam. 
-Nie przesadzaj. -spojrzałam na nią tak, że gdyby była możliwość zabijania wzrokiem, już byłaby po drugiej stronie. 
-Koleżanko, trochę się zapędzasz. -Harry odsunął ode mnie jej dłoń -Myślę, że powinnaś już iść. 
-Harry pamiętaj, nie wybaczę ci tego. -zagroziła mu palcem i ze łzami w oczach, zaczęła się oddalać -Nigdy! -krzyknęła na odchodne, po czym już jej nie było.  
-Okeeeeej, to było dziwne. -wyszczerzyłam oczy i zaczęłam wędrować wzrokiem dosłownie w każdą stronę.
-Przepraszam. -spuścił głowę, czekając pewnie na moją reakcję. 
-Harry, daj spokój, to nie twoja wina. -ciepło się uśmiechnęłam, unosząc jego podbródek -Nie mam zamiaru się tym przejmować. 
-Nie, to nigdy nie powinno się stać. -spojrzał na mnie przepraszająco. 
-Ty masz zamiar się tym przejmować, ty? Daj spokój, wszystko jest w porządku, a ja nie dam jakiejś jednej, przypadkowej dziewczynie tego popsuć. Jasne? -uniosłam brwi. 
-Jesteś najlepsza. -mocno mnie do siebie przytulił, głaskając lekko moje plecy. 
-Nie jestem. -stwierdziłam z uśmiechem, chwytając jego rękę. 

*Dwa tygodnie później* 
-Więc tak. -zamknął drzwi i usiadł na moim łóżku -Są dwie sprawy. Zła i dobra, która najpierw? 
-Zła. -odpowiedziałam, siadając koło niego. 
-Taaaak. -powiedział niepewnie - Serio chcesz wiedzieć? 
-Nie Harry, przyszedłeś tu o siódmej rano, żeby sobie posiedzieć. -wywróciłam oczami.
-Ale przecież ty mnie zabijesz. 
-To się jeszcze okaże. Mów, bo zrobię to szybciej niż się spodziewasz. -groźnie na niego spojrzałam. 
-No dobra, musimy jechać w trasę do USA i nie będzie nas aż do świąt.  
-Za to mam cię zabić? -zapytałam zdziwiona -Przecież to część tego, co robicie. -ciepło się uśmiechnęłam, chwytając go za rękę. 
-Nie, nie do końca za to... 
-Harry, przecież to kurde była zła wiadomość, mam cię zabijać za dobre? 
-Ale kurde dobra jest taka, że jedziesz ze mną. 
-Ale kurde ja przecież mam szkołę. 
-No i kurde własnie za to mnie zabijesz. -przeniósł wzrok na nasze ręce. 
-Coś ty zrobił Styles? 
-Chodzi głównie o to... że... 
-Wykrztuś to. 
-No bo... ja tak jakby... byłem u ciebie w szkole... i no... załatwiłem wszystko... no i możesz ze mną jechać... 
-To znaczy? 
-To znaczy, że ty i Lilly jedziecie z nami i będziecie się po prostu uczyć tam, a potem w styczniu zdacie wszystkie potrzebne egzaminy. -jeszcze nie odważył się spojrzeć mi w oczy. 
-Spójrz mi w oczy. -powiedziałam to tonem, którym w sumie nie chciałam. Pewnie zabrzmiałam jak porządnie wkurwiona na niego siksa, co wcale nie było prawdą. Harry natomiast nie bał się przyjąć tego na klatę i od razu wykonał, to, co mu kazałam. 
-Przepraszam. -jedyne, co z siebie wydobył. 
-Czemu ty jesteś taki idealny? 
-Co? -'ocknął' się. 
-Pytałam, czemu jesteś taki idealny. 
-Nie jestem. 
-Jesteś. Dla mnie jesteś. -poprawiłam się, zbliżając do siebie nasze ciała. 
-Nie jesteś zła? -zapytał, głęboko wpatrując się w moje oczy. 
-Jak mogłabym być na ciebie zła? -lekko się uśmiechnęłam. Harry nie odpowiedział nic, tylko wlepił się w moje usta. 
Kocham te momenty, kiedy jesteśmy tylko my. W powietrzu wytwarza się magiczna aura, która nie pozwala nikomu tego przerwać. Zupełnie nikomu. 
-Zaraz. -odsunęłam go od siebie -To Lilly wiedziała? 
-Horan jej powiedział. To nie moja wina! 
-No dobra już, nie drzyj się. 
-Oni tam czekają na dole. 
-Harry jest chwilę po siódmej. Serio zeszliście się tu wszyscy? 
-Tak, jutro wieczorem wylatujemy. Horan pewnie i tak by ze mną przyszedł, bo moim skromnym zdaniem leci na Lilly, Louis wstał, bo stwierdził, że za tobą tęskni i musi cię zobaczyć. Swoją drogą na pewno nie tęsknił tak bardzo jak ja, a Liam i Zayn przyszli, bo nie chcieli być gorsi. No i tak to wygląda. 
-Też myślisz, że Niall leci na Lilly? 
-Widziałaś może, żeby dzielił się jedzeniem z kimś innym? -uniósł brwi. Szeroko się uśmiechnęłam, przecząco kiwając głową. 
Zeszliśmy na dół, gdzie cała banda demolowała nam dom. Myślałam, że Lilly jakoś ich ogarnie, ona natomiast chyba się w to nieźle wkręciła. Teraz nie tylko Niall rozsypywał chrupki po całym salonie. 
-Sophie! -Louis się wydarł, momentalnie znajdując się przy mnie -Gdzieś ty była, milion lat cię nie widziałem! Jesteś cała? Schudłaś? Coś mizernie wyglądasz. -zaczął trząść mną, przyglądając mi się od góry do dołu. 
-Louis, ja żyję. Nic mi nie jest. Po drugie, nie schudłam, może tobie oczka zmalały. -poklepałam go po ramieniu, udając się na sofę. Zajęłam miejsce na kolanach Liasia, jako że nigdzie indziej nie było po prostu miejsca. 
-Harry będzie zazdrosny. -usłyszałam szept Zayna w moim uchu. 
-Liam, czemu kradniesz mi dziewczynę? -Harry się 'przysiadł', czyt. usiadł na kolanach Zayna. 
-Sama się kradnie. -odpowiedział mu Liam, po czym wybuchłam śmiechem. 
-Sophie, ale najważniejsze! -znowu usłyszałam Louisa -Jedziesz z nami? Jedziesz z nami? Ale powiedz, że jedziesz. -zaczął wydurniać się jak mała dziewczynka, błagająca mamę o lalkę w sklepie. 
-Jedzie Louis, jedzie. Uspokój się już, bo zaraz się rozmyśli. -Harry zmroził go wzrokiem. 
-Ale to dobrze, że jedzie. Przynajmniej nie będziesz się smucić. Puci puci Hazziątko. -chwycił go za policzki i zaczął targać w każdą możliwą stronę. 
-Louis! -Harry w końcu nie wytrzymał i się wydarł. Louis chyba serio się wystraszył, bo zaczął przed nim uciekać. Mój chłopak jednak nie pozostał dłużny i zerwał się z kolan Zayna, tym samym rozpoczynając pościg za Lou. 
-Gdzie właściwie jest Lilly i Niall? -zapytałam zdziwiona, widząc, że już nie ma ich koło nas. Liam i Zayn tylko wzdrygnęli ramionami, na znak, że również nie mają pojęcia. Zostawiając ich samych na kanapie oraz Louisa i Harrego goniących się po salonie, udałam się do kuchni, zaczerpnąć czegoś do picia. Kogo tam zastałam? No jasne, przecież to było do przewidzenia. Lilly i Niall. Coś było jednak nie tak... Ani się nie karmili, ani nic nie gotowali. Oni po prostu siedzieli naprzeciw siebie, trzymając się za ręce i gapiąc się sobie wzajemnie w patrzałki. Lilly i Niall najnormalniej w świecie patrzyli sobie w patrzałki, a co było najlepsze, że oni nie widzieli poza sobą świata. Nawet nie wiedzieli, że weszłam własnie do kuchni. Postanowiłam jednak im nie przeszkadzać i po cichu się stamtąd wycofałam. 
-O nie, teraz tam nie wejdziesz. -zatrzymałam Zayna, który chciał wbić do kuchni. 
-A bo co? -uniósł brwi, próbując się siłować. 
-Nie Zayn, nie idź tam. 
-Chcę coś do picia no. Nic nie ukradnę. 
-Zayn, Lilly i Niall tam są, no. Nie przeszkadzaj im, co? 
-Mogłaś tak od razu. -ciepło się uśmiechnął -Niall! Idę do sklepu! -zaczął się drzeć. 
-Zayn, ty idioto! -wydarłam się, wiedząc, że przerywa im sielankę. 
Co zdziwiło nas obu, to to, że Niall nie zjawił się, jak to ma w zwyczaju, po 5 sekundach. Ba, on nie zjawił się w ogóle. Co się stało z tym chłopakiem? Sophie, debilu, on się zakochał. 
Wzdrygnęłam ramionami, widząc minę przegranego Zayna i zostawiłam go zdezorientowanego, sama udając się z powrotem do salonu. 
-Co się tam dzieje? -zapytał Liam, widząc, że siadam koło niego. 
-Lilly i Niall się na siebie gapią. 
-Pierdolisz? 
-Liam! -wytrzeszczyłam oczy -Jak ty się wyrażasz? 
-Przepraszam, żartujesz? -zaśmiał się. Tylko przecząco pokiwałam głową -Ale fajnieee! -zaczął się jarać jak mała dziewczynka. 
-Ja ci nic nie powiedziałam. -zagroziłam mu palcem -Lilly mnie zabije. 
-Spokojnie. -puścił mi oczko -Nikomu nie powiem. 
-Czego nikomu nie powiesz? -zjawił się Harry, obejmując mnie ramieniem.
-Powiedziałem, że nie powiem, więc nie powiem. -wytknął mu język. 
-Kotek, czego Liam mi nie powie? -usłyszałam jego cudowną chrypkę w swoim uchu. 
-Nie powiem ci. -odwróciłam się w jego stronę, cwaniacko się uśmiechając -Co zrobiłeś z Louisem? 
-Zamknąłem go na balkonie, niech tam siedzi. -wzruszył ramionami, przełączając program w telewizji. 
-Żartujesz? Zamarznie tam. -Liam wstał z miejsca i zaczął panikować -Trzeba go uwolnić! -spojrzałam na niego jak na idiotę, jednak nic sobie z tego nie zrobił i ruszył na górę w stylu Supeman'a, ratować Louisa. Wywróciłam tylko oczami, opierając się o Hazzę. 

_____________________________
Dziś trochę ogłoszeń duszpasterskich xd
Pierwsze z nich to jedno wielkie dzięki za 7 tysięcy odsłon! (Nie mam pojęcia jak to robicie, ale jesteście niesamowici!!!)
Drugie; nie wiem, jak będzie u mnie z dodawaniem rozdziałów w przyszłym tygodniu, ponieważ mogę być nieobecna. Myślę jednak, że wszystko pójdzie zgodnie z planem i na początku tygodnia pojawi się nowy :) (chciałam tylko uprzedzić, byście się nie zdziwili jakby co :))
Trzecie; chciałabym zaprosić na bloga twitterowej @ComeToPoland1D - http://ohh-my-my.blogspot.com/  Zaczyna się świetnie i jestem pewna, że historia urzeknie mnie tak samo jak poprzednie :)
To tyle ode mnie. Jeśli macie jakieś pytania/sugestie, bądź chcecie być informowani, zostawcie w komentarzu swój numer gg, twittera, facebooka, maila, cokolwiek :)
Dzięki za wszystko :) x